• 666-663-050
  • kontakt@roweromantyk.pl
Trening
Czy jest Ci potrzebny test wydolnościowy?

Czy jest Ci potrzebny test wydolnościowy?

Przyznam szczerze, że nie miałem w planów aby zrobić test wydolnościowy w tym sezonie. Propozycja, aby w nim uczestniczyć, pojawiła się dość spontanicznie. Dostałem sygnał od kolegi z Grupy MTB Sulechów, że zorganizowali dla siebie specjalistę ze sprzętem i czy nie chciałbym skorzystać z okazji. Skorzystałem.

Termin sprawdzianu przypadał dokładnie na tydzień po teście FTP, który robiłem na zakończenie 12-tygodniowego planu treningowego na platformie Zwift (więcej tutaj → http://roweromantyk.pl/index.php/2021/03/22/zima-na-trenazerze/). Wobec powyższego złożyło się wręcz idealnie bo cały ten tydzień nawet nie spojrzałem na rower. Odpoczywałem i to było bardzo dobre posunięcie.

Spakowałem ciuchy, buty i rower do auta i pojechałem w umówione miejsce. Trzeba tutaj zaznaczyć, że robiliśmy ten test bez pobierania krwi z palca. Różnica w wynikach między takim, a tym z poborem krwi plasuje się między 1 a 2%. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda ten drugi to polecam zajrzeć tutaj → https://yolobike.pl/badania-wydolnosciowe-o-co-chodzi

Test wydolnościowy – z czym to się je?

Sam test poprzedza ważenie, analiza składu masy ciała i krótki wywiad dotyczący podstawowych parametrów takich jak wiek, wzrost etc. Okazuje się, że wcale nie jestem taki tłusty jak myślałem. Poziom tłuszczu w moim organizmie to 15,8%. W podziale na górną i dolną część ciała, góra to 17,2%, dół 11,7%. Różnica oczywista, nogi trenowały dużo więcej w zimie niż ręce i korpus. Mimo tego, że sylwetkę mam dość szczupłą to jednak nad górą trzeba trochę popracować, a tłuszczyk chowa się przede wszystkim (jak to u faceta przed czterdziestką) w tkance trzewnej. Poza tym wiek metaboliczny pokazało mi na 23lata – młody bóg (buk).

Pomiar składu masy ciała

Następnie dokonuje się pomiarów spoczynkowych takich jak pojemność płuc czy głębokość wydechu. Przejdźmy jednak do samego testu. Po wpięciu roweru w trenażer i założeniu czujnika tętna siadasz na swojego rumaka. Organizator badania zakłada Ci szczelną, gumową maskę na twarz (już tutaj wiedziałem, że łatwo nie będzie), z podpiętą do niej rurą. Daje sygnał do rozpoczęcia kręcenia i lecisz.

Pierwsze 4 minuty – rozgrzewka, dość krótka, ale musi wystarczyć. Kolejne etapy to skok obciążenia, co minutę o 20W, czyli klasyczny Ramp Test. I tak kręcisz do momentu, aż organizm odmówi Ci posłuszeństwa (choć oczywiście nie dosłownie, nie bój się, nie padniesz trupem). Brzmi może troszkę strasznie, ale… warto to przejść. Obserwujesz na monitorze zmieniające się parametry, serce przyspiesza, nogi zaczynają piec i boleć, ale ciągniesz ten wózek tyle ile się da.

Test wydolnościowy

Silna wola

Co ciekawe, test wydolnościowy, jest też trochę sprawdzianem charakteru i silnej woli. Dlaczego? W momencie kiedy dochodziłem już do HRmax, wentylacja płuc zaczynała spadać, mięśnie zakwaszały się w ekstremalnym tempie i głowa mówiła – odpuść sobie stary durniu, wyciągnąłem jeszcze minutę w maksymalnych parametrach, podkręcając kadencję i dotykając na koniec 415W. Taki wyczyn? Po wysiłku poprzedzającym ten etap i przy moich możliwościach wydolnościowych? Przybiłem piątkę sam ze sobą na znak uznania. Oczywiście niewiele z tej ostatniej minuty pamiętam, oprócz entuzjastycznego dopingu kolegów – „jeszcze minutę! Jeszcze trochę! Napij się wody…”. Żartownisie.

Analiza wyników

Po zakończeniu kręcenia i dojściu do siebie dostałem kilka kolorowych kartek z wynikami, wykresami i podsumowaniem testu. Było oczywiście też omówienie ich treści. Okazało się, że astma alergiczna, z którą borykam się od dziecka, jednak przeszkadza mi w osiąganiu lepszych wyników. W górnej części piątej strefy powoduje mocny spadek wentylacji płuc co oczywiście odbija się na ogólnej wydolności. Gdyby nie to już teraz mógłbym być w innym miejscu niż jestem. Pulmonolog będzie miał co robić. Zostanę norweską biegaczką narciarską!

Test wydolnościowy - wyniki

Główną zaletą testu jest wyznaczenie, praktycznie w punkt, stref intensywności wysiłku zarówno dla tętna jak i mocy. Pozwala to z głową podejść do planowania treningu. Dostajesz do ręki mapę z dokładnym opisem drogi do skarbu. Skarbu czyli formy. Ileż to kilometrów człowiek przejechał przez trzy ostatnie lata, myśląc, że robi dobry trening… Gonienie za „dobrą” średnią prędkością z dłuższych jazd i trzymanie się głównie w S3 czy przestrzelone interwały robione nie wiadomo jak i po co… Zwłaszcza to sztuczne nabijanie średniej, z perspektywy czasu, wydaje się być przezabawne. Nic dziwnego, że postępy były dość symboliczne…

Podsumowując

Nadal, w większości, to co robię to kolarstwo romantyczne, ale… Jeśli jesteś na podobnym etapie zabawy z szosą co ja i chcesz, trenując, robić postępy to test wydolnościowy jest dla Ciebie konieczny! Jest kluczem do tego aby trening planować mądrze. Mądrze zaplanowany trening w odpowiednich, wyznaczonych testem, strefach to wejście na inny poziom, przyspieszenie rozwoju i, uwaga, więcej frajdy z jazdy. Dlaczego? Bicie się na każdym wypadzie o AVG powoduje brak lub znikome postępy, a to prowadzi do wypalenia i zmęczenia. Ze swojego skromnego doświadczenia już wiem, że to nie ma sensu i faktycznie męczy, a przecież jeśli już siadasz na rower szosowy to nie o to w tym wszystkim chodzi.

Trening w strefie komfortu

Lepiej zrobić dwa krótsze treningi w najwyższych strefach, przeplecione jedną luźną, ale długą jazdą w strefie komfortu (a to oznacza dużo kilometrów kolarstwa romantycznego, zwiedzania i podziwiania okolicy). Jeśli, podobnie jak ja, odkryłeś w swoim wieku, że z tej mąki da się ulepić i wypiec dobry chleb to nie wahaj się – zrób test wydolnościowy czym prędzej. Pierwszy będzie początkiem zupełnie innego podejścia do treningu. Dlaczego pierwszy? Ponieważ warto je powtarzać dwa razy w roku. Jeden po zimie, jeśli ją przepracowałeś, pozwoli sprawdzić Ci postępy, drugi po sezonie i roztrenowaniu, żeby wyznaczyć strefy do zimowej zabawy. Kolejne takie testy pozwolą Ci sprawdzić jakie robisz postępy i na bieżąco kontrolować swój organizm. Napisałbym, że nie mogę się już doczekać kolejnego, który będę robił po sezonie (troszkę pewnie tak jest), ale póki co cieszę się chwilą i zbliżającą się porą letnią. W okolicach listopada na pewno wrócimy do tematu.

2 thoughts on “Czy jest Ci potrzebny test wydolnościowy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *