• 666-663-050
  • kontakt@roweromantyk.pl
Wydarzenia
Empatia na drodze

Empatia na drodze

Empatia na drodze jako fraza klucz. Jak się okazuje – klucz do życia, zdrowia i mniejszej ilości nerwów. Zaczyna się trochę tajemniczo? Wydarzenia kilku ostatnich dni skłoniły mnie do głębszej refleksji nad tym czy pasja szosowa ma sens skoro może kosztować utratę życia czy zdrowia tylko dlatego… że miało się czelność wsiąść na rower i skorzystać z drogi publicznej… Z pasji nie zrezygnuję, ale to co się wydarzyło pozostawi ślad w pamięci na zawsze…

Geneza

Do, nie boję się tego nazwać po imieniu, chamstwa na drodze przyzwyczaiłem się już dawno. Przez wiele miesięcy na każdym treningu miałem przynajmniej jedną taką sytuację, w której mijające mnie auto wyprzedzało na tzw. „gazetę”. Często w sytuacji gdy z naprzeciwka nie jechało nic, a ja poruszałem się przy krawędzi jezdni aby zrobić jak najwięcej miejsca na skomplikowany manewr wyprzedzania. Moje reakcje na początku były dość „spontaniczne”. Leciało trochę łaciny i gestów pozdrawiających w stronę delikwenta. Co mi to dało? Nic oprócz nerwów. Tego typu sytuacje były na tyle częste, że się niestety do nich przyzwyczaiłem. Czy to już jest empatia na drodze?

Jazda ścieżką

Zmieniłem taktykę jazdy, odsuwając się od krawędzi jezdni, tak aby chociaż nie być wyprzedzanym w momencie kiedy z naprzeciwka jedzie auto. Czasem pomogło, czasem nie. Wówczas czajniczek z nerwami, gestami pozdrawiającymi i łaciną kipiał na nowo. Po, mniej więcej, dwóch latach zmądrzałem i na treningi przeniosłem się na drogi gminne, prowadzące do malutkich miejscowości (takie jak te odcinki → http://roweromantyk.pl/index.php/2021/07/03/moje-ulubione-10km-asfaltu/), które są prawie nieuczęszczane. Nerwów mniej, a co za tym idzie – człek zdrowszy.

Na ustawki jeździmy ze znajomymi już różnym trasami, w wielu przypadkach poruszając się drogami wojewódzkimi. W grupie, nawet tej niewielkiej, jest po prostu bezpieczniej. Perspektywa wjechania w grupę ludzi jest ewidentnie bardziej przerażająca dla większości kierowców niż skasowanie jednego amatora.

Cóż się wydarzyło – 1:0

Myślałem, że nigdy nie będę musiał o tym pisać. Że te wszystkie wypadki, przykre zdarzenia, o których się słyszy to tylko odległa rzeczywistość medialna. Do zeszłego weekendu. W piątek zrobiłem jeszcze jazdę w tlenie. Wybrałem do tego drogę między Sulechowem a Świebodzinem, która straciła swój statut krajówki na rzecz ekspresówki, która powstała obok. Z racji tego, kilka okolicznych wiosek zyskało do komunikacji szeroką drogę z dużym pasem awaryjnym na większości jej długości. Z tych oto przyczyn wydaje się bezpieczna dla kolarza, bo jadąc pasem awaryjnym jesteśmy w dużej odległości od aut, które się mijają. Tak było i tak myślałem do piątku.

Pas awaryjny

Na prostym odcinku drogi, gdy jechałem prawą częścią pasa awaryjnego, a z naprzeciwka była próżnia, jakiś jegomość postanowił mnie „nastraszyć”. Z premedytacją zjechał na pas awaryjny mijając mnie w odległości maks 15cm przy prędkość powyżej 100km/h. Po tym manewrze wrócił do normalnej jazdy. Dlaczego tak zrobił? Nie mam pomysłu nad odpowiedź bez używania języka przytaczanego powyżej. Na pewno nie była to empatia na drodze.

2:0

Na niedzielę umówiliśmy się z chłopakami, że jedziemy nasz #sulechride do Zielonej Góry, aby tam połączyć się z Yolo i ruszyć dalej kolorowym peletonem po lubuskich drogach. Atmosfera była jak zawsze kapitalna, a i frekwencja dopisała pozytywnie. (http://roweromantyk.pl/index.php/2021/05/15/yolo-sulech-ride/) Na przeprawie promowej w Milksu ludzie wysiadali z aut i robili nam zdjęcia – widać podobało im się to równie mocna jak nam. Po naszej stronie Odry, gdzie droga jest długimi odcinkami prosta, z niewielką ilością delikatnych zakrętów, jeden „kierowca bombowca” nie wytrzymał ciśnienia.

Empatia na promie

Manewr, który wykonał świadczył dobitnie o fakcie pozostawienia mózgu w miejscu zamieszkania. Przepraszam za mocne słowa. Sam jestem kierowcą i na taki manewr nie zdecydowałbym się w żadnym wypadku. Około 2km prostej, z naprzeciwka jadą 3 auta. Czekam, aż przejadą i wyprzedzam. Ale nie tym razem. Pan w Zafirze postanowił spróbować swoich sił z peletonem.

Masakra…

W połowie drogi wyprzedzania chyba się zorientował, że nie da rady i zaczął wymuszać zjazd na prawy pas, spychając wielu z nas na pobocze i dzieląc grupę na dwie części. Pierwsza z powstałych grup od razu zjechała do krawędzi jezdni w formacje „gęsiego”, aby auta z naprzeciwka nie miały problemu z wymijaniem. To co wydarzyło się w tym momencie to już kryminał… Mimo kolejnych nadjeżdżających z naprzeciwka aut, nasz „bohater” postanowił wykorzystać okazję. Po tym jak zrobiło się trochę miejsca na naszym pasie gdy pierwsza grupa zjechała się w gęsiego błysnął po raz drugi i postanowił dokończyć dzieła zniszczenia…

Rozszarpał tym manewrem peleton na wiele małych grup… Kierowcy jadący z naprzeciwka mrugali długimi, trąbili, aż w końcu zjechali głęboko na pobocze swojego pasa aby książę mógł skończyć. Dzięki nim nie doszło do tragedii więc chwała im za przytomność umysłu – to jest właśnie empatia na drodze. Co ciekawe ów człek z zafiry nie był młodym, żądnym przygód wyrostkiem. Na pokładzie swojego statku kosmicznego wiózł żonę (partnerkę) i dwie nieletnie córki z tyłu – świetny przykład…

Chaos

Kilka późniejszych chwil trwało wieczność. Wstyd się przyznać, ale i u mnie czajniczek się zagotował. Chaos jaki powstał w poszarpanej grupie doprowadził do dekoncentracji i nerwów, w wyniku czego na samym końcu doszło do kraksy dwóch kolegów. Chwila nieuwagi i głowa poleciała na spotkanie z asfaltem. Całe szczęście, że był na niej kask. Strach pomyśleć co by było gdyby go nie było. Nie widziałem tego na żywo. Usłyszałem tylko od jadących za mną, że brakuje kilku osób i gdy zerknąłem przez ramię faktycznie zauważyłem, że jedzie nas znacznie mniej. Zawróciłem.

Na miejscu dwóch kolegów siedziało na poboczu, kilka osób ich asekurowało. Jeden miał wyraźny ślad na głowie po rozbitym kasku, drugi mocno krwawiące kolano. Na szczęście jeden ze znajomych jest ratownikiem medycznym i udzielił im fachowej, pierwszej pomocy oraz ocenił wstępnie ich stan. Następnie wezwał na miejsce karetkę pogotowia. Gdy było wiadomo, że ta już jedzie, trzy osoby zostały z dwójką poszkodowanych do przyjazdu karetki, reszta ruszyła w stronę Sulechowa. To były jedne z najsmutniejszych, rowerowych kilometrów w moim życiu. Wszyscy chcieliśmy po prostu już wrócić do domów gdzie z niecierpliwością czekaliśmy na wieści ze szpitala…

Nienawiść

Osobiście nie rozumiem tego słowa i uczucia, które ono opisuje, choć w młodości oczywiście poznałem jej smak – nie polecam. Dlaczego o niej wspominam? Ponieważ opisując powyższe wydarzenia z drogi dwa razy usłyszałem ’ „kierowcy was nienawidzą”. Dlaczego? Co sprawia, że kierujący dwoma tonami blachy człowiek nienawidzi tego jadącego na 8kg karbonu? Jak słabe musi mieć ktoś życie, żeby wylewać żółć na drodze? Przecież tutaj chodzi o ludzkie życie… Dlaczego jesteśmy skłonni do nienawiści z tak błahych powodów? Poważnie – ktoś kto przez ten krótki moment wyprzedzania, kieruje się nienawiścią, nie ma w tym czasie odruchów ludzkich. To jest poniżej jakiejkolwiek godności czy poczucia człowieczeństwa, a wystarczyłaby empatia na drodze. Chwila pomyślunku na zasadzie – a co by było gdybym to ja się znalazł w takiej sytuacji… To nie boli.

Nienawiść

Rachunek sumienia

Też jestem kierowcą. Mało nie jeżdżę, wiele kilometrów pokonuję w mieście i to co widzę, co nieraz wyczyniają rowerzyści, budzi grozę… Jazda po chodniku to pikuś, wówczas martwią się piesi, gorzej jak wpadają z rozpędu na przejście dla pieszych… W internecie krąży filmik, na którym starsza Pani na rowerze, przez dłuższą chwilę sygnalizuje ręką skręt w lewo. W tym czasie kilka aut za nią zwalnia, po czym staruszka skręca… w prawo… Uwaga – widziałem identyczną sytuację na żywo. Zabawne? Trochę tak, ale skutki mogły być tragiczne, gdyby sygnalizowała i skręcała na odwrót…

Miałem też taką sytuację jadąc wąską, jednokierunkową uliczką w centrum Zielonej Góry, że z naprzeciwka wyjechał mi rowerzysta. Pod prąd. Wąska droga, bez możliwości wyminięcia. Zatrzymałem się, wskoczył na chodnik i pojechał dalej, bez żadnej refleksji… Czy takie zdarzenia budzą we mnie nienawiść? Nie. Rodzi się we mnie współczucie dla tej osoby. Dlaczego? Bo wiem, że następnym razem może nie mieć tyle szczęścia. Napotka chwilowego psychopatę za kółkiem, który w przypływie emocji wyskoczy z auta i zatłucze go szpadlem… Takie są realia

Kolarze to nie święte krowy

Szanowni kolarze-amatorzy. Czy jesteśmy święci korzystając z dróg publicznych? Wszak internet pełen jest filmików pokazujących jak przejeżdżacie w mieście na czerwonym świetle, wyprzedzacie z prawej strony przy dojeździe do skrzyżowania/ronda czy nie sygnalizujecie ręką manewru skrętu… Dlaczego jadąc drogą, obok której jest asfaltowa ścieżka rowerowa, nie potraficie z niej skorzystać? Bo macie rower za kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy złotych? Serio? Zgadzam się, że w miastach są często ścieżki rowerowe, które po prostu do użytku się nie nadają. Są najeżone słupami, znakami i innym ustrojstwem. To zasługa urzędników, na których oddajecie swoje głosy. W odpowiedni sposób możecie im podziękować przy urnach wyborczych. Do tego często kręcą się po nich zapatrzeni w telefony piesi-zombie. Ale gdy obok jezdni leci piękna, asfaltowa ścieżynka to dlaczego na nią nie wjechać?

Ścieżka

Empatia na drodze dotyczy również nas. Trening można zrobić w spokojnym miejscu, w którym natężenie ruchu jest znikome. Można prawda? Ok, na trening trzeba dojechać, ale można to zrobić tak, aby jak najmniej tamować ruch drogowy. Gdy jadę wąską, krętą drogą i widzę, że auto jadące za mną nie ma możliwości wyprzedzenia to zwalniam, zjeżdżam na pobocze i pozwalam się wyprzedzić – to jest empatia na drodze.

Pamiętam taką sytuację na Trasie Północnej w Zielonej Górze, dwupasmowej obwodnicy, na której, zwłaszcza w godzinach szczytu, natężenie jest ogromne. Wzdłuż niej, w obu kierunkach jazdy, przebiega idealna, szeroka, asfaltowa ścieżka rowerowa. Większość kolarzy jeździ sobie nią bez problemu. Miałem jednak tą przyjemność, jadąc autem, spotkać tam „kolarza” sunącego na swoim statku kosmicznym po dwupasmówce… Lawirującego między autami, wyprzedzającego środkiem, lewą i prawą i wbijającego się na rondo przed ruszającym akurat autem… Jeden taki na drodze i reszta z nas ma przerąbane… Empatia na drodze szanowna braci…

Podsumowanie

Szanowni użytkownicy dróg publicznych. Zarówno Ci poruszający się na dwóch i czterech kołach. Dlaczego nienawidzicie? Dlaczego jesteście czasem zdolni do uczuć, które robią z was demona? Czy poważnie nie zdajecie sobie sprawy z tego, że ten krótki moment waszego życia, który poświęcacie na nienawidzenie jest na zawsze stracony? Przecież można w tym czasie robić wiele innych, fajnych rzeczy. Jeśli nauczymy się wszyscy razem tego, że nienawiść ciągnie za sobą śmierć czy kalectwo drugiej osoby to może choć części z nas otworzą się oczy? Może następnym razem, przed ryzykownym wyprzedzaniem pomyślisz, że tam na rowerze jedzie człowiek. Mąż lub żona, ojciec lub matka, córka lub syn. Że ta osoba ma do kogo wrócić do domu. Wówczas włączy Ci się empatia na drodze?

Empatia nadzieja

Może Ty kolarzu, zanim wymusisz pierwszeństwo, wyprzedzisz z prawej czy zrobisz inny ryzykowny manewr pomyślisz, że tam w aucie siedzi człowiek. Mąż czy żona, ojciec czy matka, córka czy syn i w konsekwencji Twojego czynu może stracić wolność bądź ratując się zjechać na czołówkę z innym autem i… Empatia na drodze. Tylko tyle i aż tyle nam potrzeba aby tego wszystkiego co powyżej nie było. Warto?

2 thoughts on “Empatia na drodze

    • Author gravatar

      Dobry i potrzebny wpis, zmienia się już coś w mentalności kierowców i rowerzystów ale to nadal jest przepaść do tego co jest np. w Hiszpanii. Daleko nie trzeba szukać, ostatnią dziwną sytuację z kat. chory kierowca który zepchnął naszą 3 z jezdni mieliśmy wczoraj! 1.9.2021 choć w tym roku była to u mnie pierwsza gruba taka krzywa akacja.

      Moje przemyślenia sią podobne – wybieram najmniej uczęszczane drogi (bez DW), i coraz częściej oglądam się z gravelem lub road plusem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *