• 666-663-050
  • kontakt@roweromantyk.pl
Trasy
Góry Sowie

Góry Sowie

Wypad w tą część Sudetów to chyba największy spontan tego roku. Dlaczego? Nie planowaliśmy tam jechać w ogóle. Wstępne założenia po wypadzie w Karkonosze były takie, aby następny raz udać się na ich czeską część. Gotowa była trasa, miejsce startu i znalezione punkty gastronomiczne na szosach u naszych południowych sąsiadów. Dwa dni przed wyjazdem coś mnie jednak tknęło żeby sprawdzić jak wygląda sytuacja na granicy w związku z „sam wiesz czym”. Tu okazało się, że na stronie rządowej jest komunikat o tym, że za ciekawie nie jest z możliwością przejazdu (co w późniejszych godzinach okazało się informacją nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością…cóż…takie czasy…). Mało mnie coś nie trafiło bo na planowanie trasy i logistykę poświęciłem kilka godzin, a do wyjazdu pozostawały 2 dni… Wówczas pomyślałem, że Góry Sowie są całkiem przyjemnym miejscem do wojaży na szosie i, jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę.

Planowanie trasy

Jak na złość dzień wcześniej skończyła mi się Strava premium. Wydatek 60 baksów za możliwość zerkania w segmenty i dostęp do narzędzia rysowania trasy nie wydawał mi się więc okazją inwestycyjną 🙂 . Przerzuciłem się na mapkę dostępną w Garmin Connect. Choć na początku ciężko się przestawić i to narzędzie wydaje się być bardziej toporne od tego ze Stravy to jednak idzie się przyzwyczaić. Kasa przyda się na inne rzeczy, do roweru – rzecz jasna 😀 . Wracając do planowania trasy – Góry Sowie mają bardzo wiele do zaoferowania. Zarówno jeśli chodzi o różnorodność krajobrazową jak i ilość przełęczy i podjazdów do pokonania.

Chciałem tak zaplanować trasę aby tak na max 115km przebić magiczną granicę 2km przewyższeń. Przy jej rysowaniu musiałem dokonać jednak wielu korekt od pierwszej do ostatecznej wersji, gdyż w wielu miejscach jakość dróg jest po prostu fatalna. Są jednak takie odcinki, po których jazda to sama przyjemność i w końcu udało się zaplanować 114km i około 1950m przewyższeń. Dwie pętle – jedna około 45km, druga niecałe 70km. Początek i koniec obu w Bielawie. Idealnie rozplanowane, jakby ktoś chciał skrócić, lub miał kryzys.

link do trasy -> https://connect.garmin.com/modern/course/70156277

Bielawa na start

Bielawa na start

Kuzynostwo mojej żony mieszka w Bielawie, mieście u samego podnóża Gór Sowich, więc poprosiłem ich o wskazanie wygodnego punktu, w którym można spokojnie zostawić auta i wystartować. Parking przy ogródkach działkowych okazał się idealnym miejsce do tego aby ruszyć na podbój lokalnych przełęczy. Zanim jednak wjechaliśmy w „wysokie góry” ruszyliśmy na południe, stosunkowo płaskimi terenami. Chociaż nie 😀 . Płasko było przez pierwsze 500 metrów i zaczęliśmy pierwszą atrakcję dnia, tak na rozgrzewkę żeby przepalić nózie 🙂 . Odcinek Bielawa-Myśliszów to 2,5km o średnim nachyleniu 5% i maksymalnym około 14%. Takie tam 127 metrów do góry i kat. 4 wpadła na rozgrzewkę. Kolejnych 13km to już jazda rekreacyjna z podziwianiem okolicznych widoków i bez większych trudności. Bardzo przyjemnie leciał nam czas i kilometry w kierunku Srebrnej Góry.

Srebrna Góra

Podjazd w kierunku i przez Srebrną Górę to coś pięknego. Nad miasteczkiem góruje, największa w Europie, górska twierdza i zdaje się, że krzyczy z oddali, że będzie ciężko. I faktycznie jest. Niby to tylko 3km podjazdu o średnim nachyleniu 6,8%, ale już końcowe 1,8km rzadko schodzi poniżej 10%. Do tego spory odcinek prowadzi brukiem przez miasto (średnie blisko 12%). Nie jakimiś kocimi łbami, tylko piękną, idealnie ułożoną kostką co od razu na myśl przywodzi włoskie miasteczka. Kto na Zwifcie jechał „Italian Village” ten wie co mam na myśli (tak słabe porównanie 😀 ). Okolice Srebrnej Góry to także raj dla amatorów Enduro. Tutejsze single są ponoć rewelacyjne. Szosami nie sprawdzaliśmy 😀 . Gdyby tak człowiek miał więcej czasu tego dnia to na pewno na dłużej by się tam zatrzymał. A tak trzeba było jechać dalej, wszak ten podjazd był dopiero początkiem tego, co czekało na nas głębiej w lesie.

Góry Sowie - Srebrna Góra

Przełęcz Woliborska

Z racji kształtu i ułożenia trasy przyszło nam ją pokonywać od lżejszej, południowo-zachodniej strony. 4,3km o średnim nachyleniu 4,4% i bez dwucyfrowych skoków weszło w nogi całkiem miło i zdecydowanie lżej niż to co podjechaliśmy w Srebrnej Górze. Gęste górskie lasy z olbrzymimi świerkami skutecznie osłaniały nas od szalejącego tego dnia wiatru. Widoki są kapitalne, choć nawierzchnia drogi od tej strony przełęczy jest na średnim poziomie. Obawiałem się o zjazd do Bielawy jednak tam było już bardzo w porządku i lecieliśmy w dół szerokim, nowym asfaltem. 6,6km pokonane przy średniej prędkości pod 50km/h przeleciało nadzwyczaj szybko. W mieście byliśmy po niespełna 9 minutach – frajda przeogromna, ale zdecydowanie za krótko 😀 . Kiedyś będzie trzeba to podjechać w drugą stronę.

Wolimborska

Danie główne – Przełęcz Jugowska

Od początku planowania trasy wiedziałem, że muszę mieć na niej ten podjazd. 11,5km o średnim nachyleniu 4,3%. Może niewiele dla wprawnych amatorów, ale ponad 500 metrów w górę na jednej górce i kat. 2, robią na człowieku z nizin wrażenie. Tego typu podjazdy, póki co, lubię najbardziej. Jest długo, ale stabilnie, bez szaleństw pod 20% 😀 . Znajduje się tutaj co prawda odcinek około 1,5km o średnim nachyleniu 7%, ale to jest max jaki ta przełęcz wyciska. Kręcisz, kręcisz, kręcisz, aż w końcu docierasz do celu.

Męczy, ale nie zarzyna jeśli to kontrolujesz i faktycznie, jechało się całkiem przyjemnie. Tym bardziej, że w tej części Góry Sowie mają do zaoferowania również kapitalne widoki w postaci gęstwiny leśnej z drzew liściastych i paproci, oraz kilku wyjątkowych serpentyn. Jedziesz, zwiedzasz, podziwiasz i się przy okazji męczysz 😀 . Żyć nie umierać. Końcówka podjazdu jest, a w zasadzie jego pobocza są, gęsto obstawione przez auta przyjeżdżających tutaj turystów. Na przełęczy swój początek mają piesze szlaki turystyczne, a także znajduje się tutaj karczma.

Góry Sowie - Jugowska

Przełęcz Sokola

3km zjazdu z poprzedniej przełęczy i rozpoczęła się poprawka pod Przełęcz Sokolą. Od południa czyli jej krótszej i łatwiejszej strony. Jej główną atrakcją był na pewno zjazd (3,6km w niecałe 5minut) w kierunku miejscowości Walim i kompleksu Riese (taka tam zabawka III Rzeszy – ciekawa historia i warte odwiedzenia tereny). To właśnie tutaj puściliśmy swoje wodze fantazji zdejmując ręce z hamulców. Każdy z nas osiągnął prędkość maxymalną między 70 a 80km/h. Coś niesamowitego. Góry Sowie w tym miejscu są zdecydowanie najbardziej obfite w turystów. Dość powiedzieć, że po drodze mijaliśmy Sztolnie Walimskie, replikę rakiety V2 czy bunkry. Niemcy się tutaj nie nudzili. My tym bardziej 😀 . Na końcu zjazdu zrobiliśmy postój pod sklepem, żeby uzupełnić płyny i prowiant. Każdy czuł się świetnie mimo tego, że w nogach było już 1,5km w górę.

Przy sklepie

Dolina Michałkowski Potok

To tereny w Górach Sowich rozciągające się między szczytem Przełęczy Walimskiej a Jeziorem Lubachowskim. Od Walimia rozpoczęliśmy krótką wspinaczkę (1,4km, 6,1%), po czym zaczął się długaśny zjazd w kierunku jeziora Lubachowskiego i Zagórza Śląskiego. Ależ to są piękne tereny. Zupełnie inne, niż wszystko to, co do tej pory mijaliśmy. Wąskie dróżki, pokryte świetnej jakości asfaltem (takie jak te -> http://roweromantyk.pl/index.php/2021/07/03/moje-ulubione-10km-asfaltu/), czasem wijące się zdradziecko między posesjami. Dlaczego zdradziecko? Tutaj na jednym z zakrętów skończyłem z fikołkiem w rowie. Na szczęście bez obrażeń i uszkodzeń sprzętu :). Następnie objazd wyżej wspomnianego jeziora, gdzie droga długimi fragmentami biegnie wzdłuż jego brzegu, z finałem na potężnej zaporze. Niesamowite, niezapomniane widoki. Wizytę tutaj będziemy wspominać długimi latami.

Zapora Sowie
Zapora na jeziorze
Zapora

Podłe Góry

Po krótkim zwiedzaniu przyszedł czas na powrót na południe przez miejscowości Michałkowa i Glinno. Wówczas dotarło też do nas, że to co się tak fajnie zjeżdżało trzeba będzie teraz podjechać, tylko, jak się później okazało, trudniej 😀 . Pierwsza trudność – podjazd pod Michałkową. Ot takie 3km o średnim 6,8%, ale drugie 1,5km ma 8,3%, a ostatnie 500m to wyciskacz łez pomiędzy 13 a 16%. Co mam powiedzieć? Tzw podła góra. To była mordęga i przepychanie korby w stójce ciężarem ciała. W nogach 90% dystansu i przewyższeń, a tu takie cudo… Miazga – ale chyba to lubię 😀

Górka Michałkowa
Michałkowa
Michałkowa rzeźnik

Glinno i bomba

Żeby było jeszcze milej, to nie był to koniec, bo po krótkim zjeździe wyrósł nam hopeczek pod Glinno – 3,8km, 4,2%. Scenariusz zarzynania prosiąt ten sam co na poprzedniej górce. Ostatni kilometr- 7,2%. Ostatnie 600 metrów – 9,1%, Ostatnie 400m – 10,3%, momentami 16%. Ktoś kto lepił te góry musiał mieć niezły ubaw. Natomiast ktoś kto układał tą trasę i na koniec zostawił dwie takie ścianki musi mieć nieźle pokręcone w głowie… A nie, czekaj 😀 Tak czy siak każdy z nas czuł już mocno wszystkie trudy tego dnia w nogach.

Glinno

Z górki na pazurki

Na tym ostatnim podjeździe doszedłem do granic swoich niewielkich możliwości i zerknąłem niepotrzebnie co za nimi jest. Skończyło się narastającym bólem głowy i powolnym szaleństwem błędnika. Ze zjazdu do Pieszyc niewiele pamiętam. Koncentrowałem się głównie na tym, żeby spokojnie jechać prawą stroną jezdni, już nawet nie pedałując. Jakoś się udało choć błędnik nie odpuszczał. Trzasnęła mnie taka bomba, że przy parkingu lokalnej biedronki zostawiłem (metodą karmiących ptaków) część drugiego śniadania w krzaczkach :). Usiadłem i nie było mowy o dalszej jeździe. Góry Sowie mnie zniszczyły 😀

Chłopaki poratowali mnie colą, która ma niesamowite właściwości przywracające funkcje życiowe w takich sytuacjach. Dwie puszki cukru postawiły starego, durnego, siwego chłopa na nogi. Ktoś zapyta (i kilka osób po powrocie zadało mi takie pytanie) czy było warto tak się skatować? Oj było. Wspomnienia na całe życie, masa przygód i fantastyczna ekipa jaką tam pojechaliśmy. Najlepsze jest to, że każdy na każdego może liczyć w różnych sytuacjach.

zgon góry sowie

Podsumowanie

Góry Sowie. Mam wrażenie, że będąc w nich przejechaliśmy trzy różne światy. Różnorodność krajobrazowa, piękno natury i ten mroczny klimacik, w którym przodkowie naszych zachodnich sąsiadów dłubali rączkami. Warte są odwiedzenia i zapewne tam wrócimy. Z ekipą z „S2 Team” zawsze i wszędzie 😉

Góry sowie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *