• 666-663-050
  • kontakt@roweromantyk.pl
Miejsca
Most, cegielnia i grodzisko

Most, cegielnia i grodzisko

Ten czas w roku, gdy lato powoli dobiega końca i dni stają się coraz krótsze skłania mnie, coraz częściej, do przeglądania map. Wracam wówczas do wycieczek rowerowych i odkrywania nowych miejsc. Właśnie w ten sposób traktowałem rower będąc dużo młodszym człowiekiem. Jeździłem i odkrywałem. Exploring jest całkiem przyjemną formą spędzania wolnego czasu i daje potężną dawkę odpoczynku między treningami. To są takie momenty, w których nie zwracasz uwagi na cyferki na liczniku tylko po prostu jedziesz. W tym tygodniu udało mi się odkryć trzy nowe, intrygujące miejsca, które usytuowane są w promieniu 12-13km od miejsca zamieszkania.

Planowanie

W dzisiejszych czasach planowanie trasy i miejsc, które chce się zobaczyć, jest zdecydowanie łatwiejsze niż w erze przedsmartfonowej. Pamiętam te momenty, kiedy człowiek rozkładał przed sobą mapę i palcem szukał na niej lokalizacji godnych odwiedzenia. Wycieczki rowerowe zyskiwały dodatkowy klimat. Dziś wystarczy otworzyć google maps, zrobić odpowiednio duży zoom i szukać pinezek. Oczywiście nie wszystkie godne odwiedzenia miejsca są tam naniesione i wiele odkrywa się spontanicznie na trasie. Niemniej jednak nowoczesność znacznie ułatwia życie bo pozwala precyzyjnie zaplanować wyjazd. Kolejnym krokiem jest ułożenie trasy w oparciu o punkty, które chce odwiedzić. W tym celu wykorzystuję ostatnio narzędzie od garmin connect. Sam proces tworzenia trasy opisywałem przy okazji wypadu w góry → http://roweromantyk.pl/index.php/2021/08/05/gory-sowie/. Posiadając ślad trasy wgrany na komputerek rowerowy można śmiało ruszać na podbój okolicznych pól, lasów i łąk. Oczywiście nie ma co ślepo wierzyć urządzeniu bo potrafią się pojawić niespodzianki na trasie, ale o tym innym razem 🙂

Dawny most kolejowy

Pierwszym celem, jaki sobie obrałem na ten dzień, był opuszczony most kolejowy usytuowany nad Kanałem Gniła Obra w pobliżu miejscowości Górzykowo. Przebiegała tędy kiedyś dawna linia kolejowa ciągnąca się ze wschodu na zachód (lub odwrotnie jak kto woli).

dawny most kolejowy

Pinezka – https://goo.gl/maps/1hbwPMyKq3XohGnNA

Z domu wyruszyłem na południe w kierunku Górzykowa przez okoliczne pola i malowniczy las akacjowy. Dobre, choć czasami piaszczyste, drogi polne da się spokojnie pokonać tempem turystycznym. Samo Gózykowo jest przepięknie położoną wioską na zboczu Pradoliny Odry. Każdy, kto choć trochę interesuje się winami, zapewne słyszał o tutejszych winnicach. Po wyjechaniu z miejscowości mijamy wiadukt kolejowy i dalej, kierując się już drogą asfaltową, w stronę miejscowości Głuchów, przepompownie Sadowo. Jest to obiekt z lat 40 XX wieku, który nadal spełnia swoją funkcję przeciwpowodziową. Z tego co wyczytałem w internecie, zainstalowane tutaj agregaty są jednymi z największych tego typu obiektów w kraju. Przed wałami przeciwpowodziowymi skręciłem w lewo i po jakimś kilometrze dotarłem do ślepego zaułka. Wycieczki rowerowe czasami takie są 😀

droga polna
most kolejowy

Znajduje się tutaj, ogrodzony płotem, budynek i praktycznie nie ma dojścia do Kanału. Będąc tak blisko celu ciężko jest zawrócić, więc przebiłem się przez zarośla i dotarłem nad brzeg Gniłej Obry. Stąd mamy już niecałe 100 metrów do mostu, ale… Brzeg jest tak gęsto zarośnięty, że o tej porze roku nie ma do niego praktycznie dojścia. Następnym razem spróbuję zaatakować go od północnej strony. Tego typu mosty zawsze robią wrażenie i coś czuje, że mimo upływu lat i popadania w ruinę, spokojnie przetrwają współczesne konstrukcje. Miejsce ma swój klimat i urok, ale o tej porze roku, przy dość ciepłym i wilgotnym dniu, liczba komarów i ich upierdliwość zmusiła mnie do szybkiego odwrotu. Zdążyłem cyknąć jedną fotkę i trzeba było uciekać, aby nie polec podczas wycieczki rowerowe.

Cegielnia Radowice

Gdy już udało się uciec krwiożerczym moskitom przejechałem kilka kilometrów asfaltem podjeżdżając po drodze górkę, na której czasami trenuję. Spędziłem również jakieś 3 minuty na drodze wojewódzkiej i to wystarczyło, aby zaliczyć niebezpieczną sytuację z kierowcą osobówki wyprzedzającym na „gazetę”… Ludzie! Co się z wami dzieje? Poważnie zastanawiam się coraz częściej nad zmianą roweru szosowego na gravel/przełaj. Z miejscowości Radowice odbija się na północ, drogą częściowo wyłożoną kamieniem polnym i po około 700 metrach dojeżdżamy do celu.

cegielnia radowice

Pinezka – https://goo.gl/maps/veSCmLSaHHd2KHny9

Grzyb wycieczki rowerowe

O tej porze roku witają nas gęste krzaki, wysokie trawy i chwasty, które porastają coś, co pewnie kiedyś było placem przed budynkiem głównym. Naszym oczom ukazują się dwa budynki i zachowany w całości komin. Oczywiście i tym razem komary nie miały litości stąd pobyt tam ograniczyłem do totalnego minimum. Za kompleksem budynków (tak wynika z mapy) są dwa sztuczne zbiorniki wodne. Zapewne pozostałości po miejscach, z których wydobywano glinę. Cegielnia i jej położenie na uboczu w gęstym buszu ma swój niepowtarzalny klimacik. Autentycznie momentami, zaglądając do środka ruin, miałem wrażenie, że z wnętrza wyskoczy jakaś strzyga. Wszak srebrne włosy na mej łepetynie do czegoś zobowiązują 😀 . Chyba czas najwyższy odstawić literaturę fantasy.

Jeśli ktoś poszukuje w okolicy ciekawej miejscówki na sesję, to myślę, że to miejsce może spełnić jego oczekiwania. Warto tu zajrzeć, choćby na chwilę i poczuć ten dreszczyk grozy na plecach. A może to było dziabnięcie komara? Na pewno tam wrócę gdy tylko insekty odejdą w niebyt wraz z pojawieniem się troszkę chłodniejszych dni

Grodzisko

I to do tego wczesnośredniowieczne. Niestety na ten moment nie znalazłem żadnych informacji o tym miejscu w internecie. Czas wybrać się do biblioteki aby nadrobić te zaległości. Dla młodszych odbiorców bloga – biblioteka to takie miejsce, gdzie można wypożyczyć prawdziwą książkę 🙂 .

Pinezka – https://goo.gl/maps/pTpjWC9mjbb4nzKb7

grodzisko

Gdy tylko znajduję na mapach coś, co chociaż sugeruje pochodzenie z wieków średnich, to muszę tam pojechać i to zobaczyć. Coś czuję, że odnalazłbym się bez problemu w takich czasach, ale nie o tym. Wycieczki rowerowe w takie miejsca, to dla mnie obowiązek. Spod cegielni wróciłem do Radowic i pojechałem wąską drogą asfaltową. Jej pobocza porośnięte są jabłoniami uginającymi się teraz pod ciężarem niezbieranych owoców. Te zaś zaczynają fermentować i wjeżdżamy w specyficzną, zapachową chmurę. Coś by się z tego upędziło na pewno. Minąwszy Podlegórz pojechałem drogą leśną w kierunku północno-wschodnim. Zaskoczyło mnie trochę to, że Słońce dość szybko położyło się za drzewa kierując się ku zachodowi, przez co cienie rzucane przez nie mocno się wydłużyły. Naturalnie spowodowało to półmrok i bardzo specyficzny klimat lasu z lekko oziębiającym się powietrzem. Oczywiście okulary ze szkłami przeciwsłonecznymi trzeba było zdjąć, żeby nie jechać w ciemnościach.

Dwadzieścia minut od wyjazdu z Cegielni byłem na miejscu. Tzn tak mi się przynajmniej wydawało, tak pokazywała mapa. Rozejrzałem się po okolicy. Gęsty, nieregularny las, gdzieniegdzie zarośla i wysokie trawy. Wjechałem trochę głębiej i oto zauważyłem, po lewej stronie, niewielki strumień płynący tuż pod czymś co śmiało mogło być kiedyś wałem, na którym mogła być usytuowana palisada. Chwyciwszy ten trop objechałem całość dookoła i faktycznie ów wał rysuje się w terenie owalem. Znów pojawił się delikatny dreszczyk emocji i znów kilka komarów straciło życie. Po raz kolejny tego dnia trafiłem do miejsca z ciekawym, trochę mrocznym klimatem. Nie mając w ekwipunku srebrnego miecza i wobec braku medalionu w kształcie wilczej głowy dosiadłem swojego dwukołowego rumaka i co prędzej czmychnąłem z tego miejsca. Coś już chyba wspominałem o nadmiarze literatury fantasy prawda?

Powrót

Nasycony turystycznie i zżarty przez komary wracałem znanymi mi dobrze duktami leśnymi przecinającymi Radowicki Park Krajobrazowy. Trochę trzeba się tutaj nakręcić i na początku wspiąć na 70 metrów do góry, ale za to zjazd do miasta jest już czystą frajdą. No chyba, że akurat trafisz na mocno piaszczysty odcinek drogi.

droga piach - wycieczki rowerowe

Dzięki temu wpadło trochę treningu techniki, siły i poleciało kilka starożytnych słów łacińskich. Po co to się człowiek denerwuje po takich przygodach? Nie wiem 😀 Fajne w takim wypadzie jest to, że można pozwiedzać i poczuć dreszczyk emocji nie wyjeżdżając daleko od domu. Każdy z nas ma pewnie wiele takich miejsc w najbliższym sąsiedztwie. Im bliżej jesieni i później zimy tym częściej takie wycieczki będę uskuteczniał, więc zapraszam do śledzenia bloga i wypatrywania relacji z takich „przygód”. Polecam wycieczki rowerowe po swojej okolicy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *