• 666-663-050
  • kontakt@roweromantyk.pl
Pasja
Przełajowa przygoda

Przełajowa przygoda

Rower przełajowy w mojej stajni? Jest to efekt nieprawdopodobnego splotu kilku przypadków. Po pierwsze – nie był planowany w tym roku i na dłuższą metę nie zastanawiałem się nawet nad tym czy kiedykolwiek zainwestuję w takowy. Po drugie zaczynałem się oswajać z myślą, że przezimuje na swoim pseudo mtb… Jak wspomniałem wyżej, kilka przypadkowych zdarzeń sprawiło, że udało się go złożyć już tej zimy.

Wydawało mi się, że jazda na przełaju, to będzie taki mix pomiędzy szosą i mtb. Miałem rację – wydawało mi się. Ani tu sztywności szosy, ani miękkości mtb. Średnią z tego też ciężko wyciągnąć. Weryfikacja była brutalna. Gleba już na pierwszej jeździe… I to nie w trudnym terenie, a na gładkim asfalcie pokrytym cieniuteńką warstwą szronu. Można by rzec, że zdarzyć się mogło na każdym innym rowerze w takich warunkach. Sęk w tym, że wchodziłem w zakręt bardzo asekuracyjnie, zwalniając drastycznie, a mimo to koło ujechało w bok i kolano poleciało ślizgiem po asfalcie.

Uślizg

Po tym wydarzeniu miałem ochotę dokupić kółeczka stabilizujące i przykręcić je do tylnego koła. To zupełnie inna bajka pod każdym względem. Od dobierania odpowiedniego ciśnienia w kołach przed każdym wypadem po pozycję na rowerze, która wymusza pracę całego gorsetu mięśniowego. Jakie to szczęście, że tej zimy wziąłem się mocno również za ten aspekt o czym przeczytacie tutaj → http://roweromantyk.pl/index.php/2021/10/27/gorset-miesniowy-trening-miesni-glebokich/. Sprawdza się i pomaga w trudnych warunkach.

Jazda terenowa

Okres zimowy traktuję trochę jak przygodę. Często, planowaną trasę, opieram o drogi, po których jeszcze nie jeździłem. Bywało, że takie planowanie wywiodło mnie, dosłownie, w szczere pole, jakieś bagno nie do przejścia czy zarośnięty gęsto chaszczami, poniemiecki dukt. Zdarzają się jednak bardzo miłe niespodzianki w postaci świetnie utrzymanych dróg szutrowych czy kapitalnych widoków na trasie. Rowerem MTB pozwalałem sobie na wjazd nawet w bezdroża. W przypadku przełajówki to nie zdaje egzaminu. Chyba, że weźmiesz go na plecy (geometria ramy na to pozwala) i sobie po prostu przebiegniesz/przejdziesz dany odcinek. W momencie kiedy poświęcam trzy miesiące na jazdę tylko w tlenie takie rwanie robi się bez sensu. Niemniej jednak idzie to ogarnąć i zimowe odkrywanie idzie całkiem nieźle, po prostu trzeba się trochę przestawić.

Zimowe odkrywanie

Komfort

Niby do takich jazd jak te, które opisałem powyżej, powinienem zainwestować bardziej w gravela niż rower przełajowy. Cóż, wspominałem już na początku, że tak po prostu wyszło w tym roku, bez planowania takiego zakupu. Niemniej jednak, dobrze ustawiony rower (dzięki Sulima Rowery) odda Ci przyjemność z jazdy. W zimie, gdy temperatura często spada poniżej zera, jazda powyżej dwóch godzin w terenie jest już dość wymagająca dla organizmu, niezależnie od tego jakim rowerem lecisz. Jak jest cieplej to wiadomo, że można dłużej. Na trzy razy w tygodniu po 2h jazdy na ten moment jest dla mnie idealnie z tą maszyną.

Rower przełajowy

Ciśnienie

Na oponach mamy zazwyczaj zaznaczony zakres w jakim powinniśmy nabijać dętkę, aby mieć odpowiedni komfort jazdy. Jeśli chodzi o rower przełajowy, to już wiem, że nie do końca należy się tym sugerować. Podczas wypadu w teren pełny korzeni, kamieni czy dziur parametr minimalny to nadal za twardo. Natomiast gdy na zaplanowanej trasie masz przewagę nawierzchni gładkiej i twardej, to warto wyjść ponad maksymalny parametr. Kwestia indywidualnego podejścia i zbierania doświadczeń, z których wyciągamy odpowiednie wnioski.

Winter is here

Tak. Od prawie miesiąca mamy zimę. Jak jest zima to zdarzają się opady śniegu czy marznącego deszczu. Zdarza się mgła, która również potrafi marznąc, bywają również i suche przymrozki. W naszej części świata potrafi też być 10 kresek na plusie lub lać przez tydzień – taki mamy klimat. Do wyboru, do koloru. Na dłuższą metę nic nie zaplanujesz sensownie. Wracając do warunków stricte zimowych, przetestowałem już wszystkie. Jazda w śniegu, pod warunkiem, że nie przymarzł, to czysta przyjemność. Wyłączając te odcinki drogi, gdzie biały puch przykrył wszystkie dziury tworząc jedną, gładką tafle. To co normalnie omijasz slalomem teraz zaliczasz jedno po drugim, zbierasz jak pokemony, a w przypadku, kiedy z przodu jest sztywny widelec… Ciekawe doznania 🙂 . Niemniej jednak – polecam. Marznący deszcz i mgła – wyszedłem tylko raz. Oczywiście zaliczając glebę. Ślisko potrafi być na każdym rodzaju drogi i gwarantuje, że na ten najbardziej oblodzony odcinek trafisz akurat wtedy, kiedy tylko na chwilkę się zdekoncentrujesz.

śnieg

Ja już jestem na to za stary, aby swoje gnaty tak testować. Jeśli młodzież chce spróbować jazdy figurowej na rowerze to polecam – warun idealny. Najbardziej z zimowego wachlarza warunków atmosferycznych lubię tzw suchy mróz. W fantastyczny sposób wiąże błoto czy piaszczyste odcinki dróg leśnych i polnych. Gorzej oczywiście w momencie kiedy są tam jakieś rozjechane koleiny, bo wówczas tworzą się niebezpieczne ostre krawędzie. Poza tą jedną niedogodnością, w takich warunkach rower przełajowy sprawdza się świetnie.

płasko

Indoor czy outdoor?

Nie chcę wkładać kija w mrowisko, ale… No właśnie jest to ale. Nie mam nic do do przezimowania na trenażerze i cieszę się, że takie urządzenia się pojawiły, gdyż dają możliwość świetnego przygotowania się w domowym zaciszu, gdy nie innej opcji (praca, obowiązki etc) . O tym jak wyglądała moja taka zima przeczytacie tutaj → http://roweromantyk.pl/index.php/2021/03/22/zima-na-trenazerze/. Skoro jest to takie dobre to dlaczego nie powtarzam tego i w tym roku? Powodów jest kilka, ale słowo klucz w tym wypadku to TECHNIKA. Kilka sytuacji z poprzedniego sezonu pokazało mi jak głęboko w czarnej, mniej szlachetnej części pleców, jestem z tym bardzo ważnym aspektem życia kolarskiego. Gleba w rów na zjeździe, podczas wypadu w góry, przy około 60km/h połączona z saltem przez kierownice, skutecznie uświadomiła mi, że w zimie trzeba nad tym popracować.

rower przełajowy

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech trenażera jest to, że stoi, nie pracujesz rękoma, nie skręcasz. Są oczywiście modele, które się bujają na boki czy podnoszą widelec do góry w zależności od stopnia wirtualnego nachylenia. Trzeba na to wydać kilka tysięcy złotych i można się bawić. Jedno z pierwszych uczuć jakie miałem po poprzedniej zimie przepracowanej na trenażerze, gdy wsiadłem na rower szosowy i wyszedłem na trening outdoor, był szok, że trzeba skręcać. To jest chyba wystarczające podsumowanie tego, jak bardzo taki trening (a raczej koncentracja tylko na nim) upośledza technikę jazdy. Trening na rowerze przełajowym to również trening techniki. Techniki w trudnym wymagającym terenie, często w zmiennych warunkach atmosferycznych. Każdy przejechany km to cenne doświadczenie, które na pewno zaprocentuje w sezonie szosowym dlatego nie żałuję, że zamieniłem trenażer na rower przełajowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *